19 kwietnia 2017

You took us from the stars to zero

SHOSHANNA INA BRÄUER

grafik w Vogue Nederland 
1988-12-31
Assen

Po ojcu ma tylko ciemne, niesfornie kręcące się kosmyki. Po matce niebieskie oczy i rysy twarzy. I bardzo dobrze, bo z tym żydowskim nosem w dzisiejszym świecie by nic nie zdziałała. Modelką i tak by nie była - Bozia poskąpiła jej wzrostu, długich nóg, ale za to dała coś, dzięki czemu dostała pracę marzeń. 
Wiecznie utytłane farbą lub długopisem dłonie, bo nie potrafi chociaż dnia spędzić bez malowania, a choćby postawienia kreski na kartce papieru. Z głową w chmurach i to niekoniecznie tych na niebie. Palaczka, która na pewno przyczyniła się do powiększenia dziury ozonowej i ocieplenia klimatu. Od dwóch lat kopci jak szalona i wydaje fortunę na kolejne paczki papierosów, bowiem równo dwa lata, trzy miesiące i cztery dni temu dowiedziała się o zdradzie człowieka, któremu miała powierzyć swoje serce i własne życie. 
Wszystko było przygotowane: pięknie udekorowana sala, skromna suknia ślubna, wybrane obrączki. A po tym zostały jej spakowane walizki, kartony i wynajmowana, całkowicie opustoszała kawalerka. 
Pogodziła się z tym. Dalej żyje chwilą, dalej zapomina zapłacić rachunków za prąd i dowiaduje się o tym, gdy w nocy zostaje tylko przy świetle świec. Pogodziła się z myślą, że nikomu nie zaufa w pełni, a poranki nigdy nie staną się ponownie przyjemnością. 
Czasami dopadają ją wspomnienia. Wtedy wyciąga ukryte na dnie szafy pudełko i odnajduje wzór ślubnego zaproszenia, prezent dany na ostatnią rocznicę. Aż w końcu zdjęcie. Tylko jedno, bo resztę podarła i wyrzuciła razem z suknią ślubną. 
Ale przeżyła.
Jest silniejsza.
I na pewno: mądrzejsza.

Dzień dobry.

9 komentarzy:

  1. [ Och, tyle nowych postaci do witania <3 W dodatku tak fajnie wykreowanych! Cześć, witam Cię serdecznie w imieniu Administracji (oraz swoim własnym) :) Po dokładnym przeczytaniu Twojej karty, dostrzegam całkiem sporo podobieństw między Shoshanną a moją Lonneke – panna Bräuer wydaje mi się równie zakręcona i zapominalska co Lu, choć na szczęście nie sprawia wrażenia, jakby zaraz miała zgubić własną głowę ;) Wręcz przeciwnie, odbieram ją jako osobę, która zdaje sobie sprawę z tego, że żyje w małym chaosie, jednak potrafi się w nim odnaleźć i go kontrolować. Dobrze dla niej, bo to co ją spotkało na pewno musiało ją mocno zaboleć i nie potrzebuje dodatkowych trudności. Lu na miejscu Shoshanny chyba porwałaby coś więcej niż tylko zdjęcia i sukienkę ślubną… ot, choćby twarz głównego winowajcy :D Ale o tym cicho sza… Mam nadzieję, że skusisz się ze mną na mały wątek :) Jestem bardzo ciekawa co by wyszło, z połączenia takich pań jak Shoshanna i Lu. Życzę Ci udanej zabawy na VA i mam nadzieję, że nie zabraknie Ci ani chęci ani weny do pisania ;) ]

    Lonneke Suurbier

    OdpowiedzUsuń
  2. [ Ojej, pani grafik <3 Moje serce się raduje, bo naprawdę lubię ten konkretny zawód i być może w jakimś równoległym uniwersum moja bardziej utalentowana wersja właśnie coś tworzy w tym kierunku… Choć ona z tego co wnioskuję, bardziej od rysowania i tworzenia cudów własnymi, utalentowanymi rączkami :) Nieco zapędziłam, już szybciutko wracam do najważniejszego tematu, czyli jakże ciekawej pani, która zawitała na Amsterdamie. Prowadząc policjanta udzieliło mi się troszkę z śledczego zmysłu, więc skojarzyłam to i owo, a po opublikowaniu się Shoshanny historia znaleziona w poprzedniej karcie, nabiera jeszcze więcej barw… Strasznie smutne, to co ją spotkało i jak musiała się nauczyć żyć na nowo po takim ciosie. Mam nadzieję, że to wydarzenie nie odebrało jej całej radości i jest już tylko lepiej… Serdecznie witam w naszym skromnym gronie i zapraszam do siebie jeżeli tylko masz ochotę na wątek :) ]

    Daan

    OdpowiedzUsuń
  3. [ Uśmiechnęłam się, gdy przeczytałam fragment o niepłaceniu rachunków na czas. Naprawdę, rozjaśniło mi to Twoją postać. W dodatku piękne zdjęcie, uwielbiam takie. Idealne w swojej prostocie. Współczuję Shoshannie. Sebastian coś nie coś wie o tym, jak to jest zostać zdradzonym :/ Powodzenia i baw się tu dobrze. Oby ta piękna kobieta zaznała tu odrobiny szczęścia :) ]

    Sebastian Sherrod

    OdpowiedzUsuń
  4. [ Sebastian już tak bardzo tego nie przeżywa, ale swoją eks chętnie by udusił, gdyby ją spotkał na ulicy. Poza tym, ma Milę, która jakoś to wszystko łagodzi :)
    Jeśli byś chciała, to możemy im zrobić jakieś powiązanie, prowadzić luźny wątek czy coś. Chyba że wolisz coś bardziej konkretnego, to możemy się dogadać. Wątki mi się wykruszyły bardzo, więc jeśli Shoshanna mieszkała w Amsterdamie od dziecka, to mogą się znać z dzieciństwa ;) ]

    Sebastian Sherrod

    OdpowiedzUsuń
  5. [ A wiesz, że miałam podobny pomysł? W sensie, nie pojawiło mi się w głowie jeszcze nic konkretnego, ale po ponownym przeczytaniu karty pomyślałam sobie, że Ina i Lu z pewnością nadawałyby się na dobre znajome :) Takie, które poznały się tam kiedyś na imprezie lub wymianie studenckiej i przed dłuższy czas utrzymywały ze sobą kontakt – a później jedna z nich wyjechała, czy coś. No i dopiero teraz, po paru latach, spotkałyby się przez przypadek w jakimś klubie albo na parapetówce u starego znajomego. Taki mały zjazd z czasów studiów, o ;) Różnych ludzi, nie tylko z jednego kierunku, ale tak ogólnie. No i w sumie mogłybyśmy od tego zacząć, w miejscu w którym się spotykają i nadrabiają zaległości :) Lu pewnie nie wiedziałaby, że Ina odeszła od narzeczonego... ]

    Lonneke Suurbier

    OdpowiedzUsuń
  6. [ Ja się lubię babrać, ale tylko w grafie komputerowej, no i oczywiście na absolutnie podstawowym poziomie. Poza tym jednak bardzo zazdroszczę wszystkim szczęśliwcom obdarzonym umiejętnością rysowania czy też malowania. Zachwycałam się zawsze obserwując jak ktoś w paru ruchach tworzy cudo, a ja choćbym cały wieczór siedziała, to mogę zapomnieć o takich efektach…
    I ojej, naprawdę pisałyśmy? Mam straszną sklerozę i będę na to zwalać, ale zupełnie nie skojarzyłam… Powiedz mi, gdzie się spotkałyśmy? Może wtedy mi choć trochę rozjaśni i nie będę czuła się tak potwornie głupio…
    Mały szpieg ze mnie (przyznaję się!) i widziałam jakie macie powiązanie z Lonneke. Skoro Daan to narzeczony Lu, a Shosh to jej dawna znajoma z którą odnowiła kontakt, widzę tu dwie opcje. Albo uznać, że przypadki chodzą po ludziach i niezależnie od tej znajomości nasza dwójka jakoś na siebie wpadła, albo też stwierdzić, że byłby to za duży zbieg okoliczności (aczkolwiek na blogach wyjątkowo częsty) i jakoś poprzez pannę Suurbier spleść ich losy. Jak sądzisz, w którym kierunku zabawniej będzie myśleć? :) ]

    Daan

    OdpowiedzUsuń
  7. Znowu to samo. Znowu znalazł się w beznadziejnej sytuacji co gorsza nie mając pojęcia jak z niej wybrnąć. Obracając w palcach śnieżnobiałą kopertę z zaproszeniem na ślub swojego najlepszego przyjaciela, westchnął ciężko. Przecież musi tam jechać. Ruszyć natychmiast swoje cztery litery, zarezerwować bilet i w ciągu kilku miesięcy znaleźć się w Amsterdamie. Jego pobyt w Berlinie i tak już dobiegał końca. Jednakże myśl o powrocie do kraju spędzała mu sen z powiek. Bał się. Cholernie się bał zderzyć z przeszłością. Bronił się jak tylko potrafił. Nie był jeszcze gotów, lecz z drugiej strony kiedy, jak nie teraz? Wszystko albo nic.
    Podnosząc się z dywanu odstawił pustą butelkę po piwie wraz z zaproszeniem i ruszył w stronę sypialni. Było już późno, a świadomość że za kilka godzin zaczyna pracę nie była wcale pocieszająca. Siadając na łóżku sięgnął po ramkę że zdjęciem, która od lat nie zmieniała swojego honorowego miejsca. Musiał ją mieć blisko siebie. Tuż obok łóżka, postawioną na szafce nocnej. Tęsknił. Cholernie za nią tęsknił, niczym porzucony na bezdrożu pies. Przesuwając palcem po fotografii, uśmiechnął się smutno. Była taka piękna, wiecznie roztrzepana czasem egoistyczna ale uśmiechem zarażała wszystkich wokół. Rozrzucał a wokół siebie urok, dzięki któremu trudno było się jej oprzeć.
    - Wrócę. – Szepnął wpatrując się w zdjęcie. – Naprostuje wszystko, nawet jeżeli miałabyś mnie zabić. Wrócę, chociażby dlatego by Cię denerwować. Wrócę, wrócę bo Cię potrzebuje...
    •••

    - Bastien, daj mi jeszcze chwilę. Zaraz będę gotowa, obiecuje. – Wysoka blondynka od kilkunastu minut miotała się bez sensu po mieszkaniu zmieniając co chwilę dodatki do swojej krwistoczerwonej sukienki. Wiedział, że młodej pielęgniarki nie będzie wielkim wyczynem. Już przed jego wyjazdem miał świadomość, że wpadł jej w oko. Czemu miał tego nie wykorzystać? Przecież nie mógł iść na wesele zupełnie sam. Tym bardziej, że miała być tam także i Ona. Wyszedł by na kompletnego durnia. Nie chciał kompromitacji. Ach ta męska, pieprzona logika.
    Mnóstwo ludzi. Przyjaciele, znajomi z pracy, rodzina. Nikt nigdy nie sądził, że w końcu doczeka tak wielkiego dnia. Harry, największy czołowy ruchacz, wykapany kobieciarz, imprezowicz jakich mało miał stanąć na ślubnym kobiercu przysięgając miłość, wierność i uczciwość małżeńską. Dobre sobie. Koniec świata. Totalna Apokalipsa. Mimo wszystko, on mu szczerze kibicował. Cieszył się, że jego przyjaciel, jego brat zaznał szczęście, które on niegdyś stracił.
    Stojąc przed kościołem wraz ze swoją partnerką zmierzył w stronę Pana Młodego.
    - Stary, co Ty robisz. – Zaśmiał się witając z nim. – A tak na poważnie wszystkiego najlepszego bracie. Cieszę się, że jesteś szczęśliwy. – Odparł z szerokim uśmiechem. Zaraz jednak on zniknął. Serce niemalże podeszło mu do gardła. Zrobiło mu się bardzo gorąco. Już słyszał ten głos za sobą. Głos bardzo mu bliski. Bał się odwrócić. Wiedział, że Ona jest niedaleko.


    ( Szybko, skrócone, nieco chaotycznie, bo mi się kompot wygotuje! XD A tak na poważnie, nie chciałam od razu wywalać wszystkich jego emocji na wierzch.)

    OdpowiedzUsuń
  8. [ Znam skądś te uczucia, a fragment o dziurze ozonowej mnie powalił. Takie drobne, a jak potrafi człowieka ucieszyć! Bardzo bym chciała wątek z tą panią, ale mnie tak trochę nie ma - póki co - więc pozostaje mi życzyć weny, mile spędzanego czasu na VA, no i oczywiście zakotwiczenia się tutaj na dobre ;)
    A, no i braku raka płuc dla postaci ;D ]

    OdpowiedzUsuń
  9. Wszystko wyszło idealnie. Trzeba było przyznać, że miesiące pracy włożone w przygotowania nie poszły na marne.
    Podczas ceremonii zaślubin wydawał się być jakiś nieobecny. Jakby myśli mężczyzny ani przez chwilę nie skupiały się wokół najważniejszego dnia swojego przyjaciela. Czyżby uderzyły w niego wspomnienia związane z kobietą, która właśnie siedziała tuż za Panną Młodą? Przecież to mogli być oni. Dlaczego los zadecydował inaczej oddzielając ich od siebie gruba kreską? Dlaczego w tak perfidny sposób potrafił przekreślić coś, na czym pracowali przez lata? Komu tak bardzo zależało, by ich drogi prędzej czy później się rozeszły?
    Pogrążony w zadumnie nawet nie zwrócił uwagi, że siedząca obok niebo blondynka w pewnej chwili wpletła swoją szczupłą​ dłoń w jego. Patrząc przed siebie odruchowo pogładził kciukiem jej wierzchnią stronę wpatrując się przed siebie. Zupełnie odleciał.
    Śmiech, łzy wzruszenia i życzenia, a życzyli im dużo. Gromadki dzieci, ogromnego domu z basenem, dozgonnej miłości. Czy kiedykolwiek wszystko się spełni? Bóg jedyny wiedział.
    Podchodząc na samym końcu wyściskał Pannę Młodą, która zaraz potem została porwana przez swoją matkę.
    - Cieszę sie, że przyleciałeś Bastien. Miło Cię widzieć po tylu latach. Widzę, że odżyłes. - Mruknął rozbawiony spoglądając znacząco to na Victorii, to na lekarza, który zaraz skarcił go wzrokiem.
    - Harry, nawet nie wiesz, jak się cieszę, że w końcu wróciłem do ojczyzny. Wszędzie dobrze, ale w Holandii najlepiej. - Zaśmiał się poklepujæc przyjaciela po ramieniu. Zaraz jednak wyprostował się. Wręcz zesztywniał sparaliżowany starając ogarnąć w sekundę rozszalałe myśli, które obecnie robiły mu totalny bałagan w głowie. Znowu ten głos... Głos, za którym tak bardzo tęsknił, który słyszał każdego dnia kiedy budził się i zasypiał. Dlaczego ona mu to robiła? Aż tak bardzo chciała zaznaczyć swoją obecność. Bastien powoli obrócił się w jej stronę przezzywając ją wzrokiem. Mimo, że starał się trzymać emocje na wodzy, jego wzrok mówił wszystko. Znała go na wylot, także mogła wiele wyczytać.
    - Cześć, Ina. - Mruknął do niej na pozór spokojnym tonem.- Nie gorączkuj się, już Harry idzie do samochodu. Nie musisz się denerwować. - Dodał łagodnie, chociaż w środku aż w nim wrzało. Niezbyt oryginalne przywitanie po tylu latach. Cóż, de Vroome, jesteś idiotą.

    OdpowiedzUsuń